W niedzielę mieliśmy oglądać powtórkę z 1410, a zamiast tego Niemcy przypomnieli nam 1939. Przeciwnicy zagrali niehonorowo i samolubnie. Cały czas byli w posiadaniu piłki i nie pozwolili nam wygrać. Co więcej, kompletnie ignorując ducha sportu postanowili strzelać bramki.
Nic nie zapowiadało tej tragedii. Zaczęło się od przepięknej, widowiskowej, zapierającej dech w piersiach polskiej szarży. Porywająco nieskutecznej. Potem do ofensywy przeszli Niemcy. Strzały padały jeden za drugim, a nasi tylko biegali zygzakiem. Zaskoczeni atakiem Polacy kryli się gdzie tylko mogli, skutkiem czego w obronie zazwyczaj snuły się niedobitki, a większe oddziały pojawiały się tylko w zwartym szyku. Blitzkrieg przyniósł wymierne efekty już po dwudziestu minutach. W drugiej części potyczki, nie mogąc najwyraźniej dłużej patrzeć, jak Polacy się męczą, wróg dobił drużynę celnym strzałem.
W narodowej drużynie Polski zawiodła przede wszystkim taktyka. Nie należało od razu wychodzić na ubitą ziemię - Grunwald pokazał, że Niemców trzeba najpierw wziąć na przeczekanie. Niedzielny […]





18 sql. 15.488 s.