Prezes PZPN ma wyraźny problem z oceną rzeczywistości. Michał Listkiewicz dopiero z mediów dowiedział się, że w związku któremu przewodniczy szaleje korupcja. Jakież było jego zdziwienie, kiedy wytłumaczono mu, że sprzedawanie meczów, to nie to samo co sprzedawanie biletów. O tym, że danego zawodnika można kupić mówiło się niemal otwarcie i tylko prezes nie wychwycił w porę aluzji, że nie chodzi tu o zmianę barw klubowych. Dopiero wtedy Listkiewicz zrozumiał, że kuluarowe dyskusje z sędziami nie dotyczyły ekstraklasy, tylko ekstra kasy, a określenie wolny transfer odnosiło się do opóźnień bankowych przelewów. Skonsternowany musiał wreszcie przyznać, że w polskim futbolu ustalonych zasad przestrzegają jedynie kibole bijący się na ustawkach.
Przejrzawszy na oczy Listkiewicz zdecydował, że poda się do dymisji i nie będzie kandydował ponownie na stanowisko prezesa. I chociaż nie zwolnił on jeszcze fotela, już posypały się kandydatury na jego miejsce, a wraz z nimi pomysły na reformę PZPN. Ktoś […]





20 sql. 15.820 s.